tagowanie myśli w mózgu – chaos, marzenia, choinki, hajs i pępowina

To dziwne, nigdy wcześniej na to nie wpadłam, ale postanowiłam otagować swoje myśli. Bo skoro mam tagi na blogu, hasztagi na insta, to dlaczego nie miałabym sobie nimi pokatalogować myśli w głowie? Dziwię się, że wpadłam na to dopiero teraz, ale przecież to jest oczywisty sposób rozwiązania moich problemów z chaosem.

 

A skąd taki pomysł? Zrodził się z chaosu, który jest ostatnio top jeden wśród tematów.

Bo generalnie jeśli zajrzelibyście w mój mózg, to zobaczylibyście najczęściej totalny kocioł albo zupełną pustkę – na zmianę. I pustka jest git, bo pozwala się łączyć z rzeczywistością, gdy człowiek o niczym nie myśli, to wiadomix że nie ma zmartwień i nie musi się bać, jeśli uzna, że istnieje tylko ten moment i w nim jest i tylko ta rzeczywistość i w niej jest, to nie ma niczego innego, w tym stresu i ogólnego zamartwiania się, bo najczęściej w teraźniejszości jest zwykłe proste niestresujące zadanie, typu zamiatanie podłogi, pisania mejla i robienie prezentacji. I nawet jeśli jest to prezentacja od której zależy cała wasza przyszłość, to przecież w tym momencie, w którym ją robicie nie ma żadnej zależności i żadnej przyszłości, jest tylko wybieranie koloru slajdu, komponowanie mądrego zdania lub wyszukiwanie zdjęcia idealnie oddającego ideę waszego mądrego zdania – prosta czynność nie mająca powodu (bo w teraźniejszości nie ma przeszłości) i nie mająca skutku (bo w teraźniejszości nie ma przyszłości – w sumie to w ogóle ich nie ma).

Może wam się wydawać, że bredzę, bo człowiek jednak przyzwyczaił się do innej koncepcji czasu, ale jak przeczytacie jeszcze kolejne sto moich postów, to może załapiecie jakie to logiczne i nawet powiedziałabym że uzdrawiające.

Ale po drugiej stronie tej pustki i totalnego skupienia na pojedynczej, aktualnie wykonywanej czynności jest jeszcze ten kocioł, w którym kotłują się myśli i układają teorie. I to jest takie coś jak garnek, w którym można gotować bigos – albo jeszcze gorzej, jakiś gulasz złożony ze stu dwudziestu różnych rodzajów warzyw albo mięs. I to wszystko jest zatopione w takiej papce, jakby sosie.

Ale zobaczcie, że warzywa można łatwo skatalogować, psiankowate, dyniowate, krzyżowe, korzeniowe. I mięso też – niskotrujące, środniotrujące, megatrujące.

I skoro mam taki chaos w głowie jak kucharka w garnku, to przecież z tej kołomyi też mogę zrobić zgrabny katalog i odnaleźć myśli przewodnie miesiąca, w tym wypadku grudnia. Czyli zamiast błąkać się bez sensu, otagować myśli, zająć się tylko kilkoma myślami przewodnimi, a nie wszystkim naraz.

 

Tagi na grudzień są takie:

 

pępowina – o niej nie muszę za dużo myśleć, w sumie to prawie wcale, bo wydarza się to w świecie ponad mną, a nie w moim mózgu, w każdym razie taki temat istnieje i jest dość priorytetowy i polega na uzdrawianiu stosunków rodzinnych poprzez arteterapię, o czym będzie jeszcze milion innych postów.

chaos – nie wiedziałam, że żyję w takim chaosie, ale odkąd odblokowała mi się kreatywność, chaos rośnie, zamiast się zmniejszać, bo robię milion rzeczy naraz. Wynikiem zapobiegania chaosowi jest między innymi pomysł tagowania myśli i odpuszczenia myślenia o wszystkim. I odpuszczenia robienia wszystkiego i posiadania wszystkiego i znania każdego i słuchania każdego i czytania wszystkiego.

marzenia – ten temat wypłynął przy okazji zorientowania się, że niemal udusiłam swoje wewnętrzne dziecko – nie że płód w brzuchu, tylko to jest takie coś… w sumie nie wiem co, bo cez mi nie wytłumaczył (cez, napisz o tym post, pliz), ale chyba taki twór w każdym człowieku odpowiedzialny za marzenia no i ja tych marzeń właśnie nie mam. Ale mam wiele pomysłów na to jak je zdobyć, dlatego będzie to jeden z tematów przewodnich grudnia.

choinki – temat wielce przyziemny, bo wymagający niewielu myśli, za to wiele obecności. Sprzedaję choinki od ósmej do dwudziestej codziennie aż do 24 grudnia. Ile jeszcze dni? Coś koło dwudziestu?

hajs – urządziliśmy sobie terapię na ten temat i już w pierwszym rzucie okazało się, że unikam bycia bogatą lol. Że mimo tego, że coś tam bełkoczę pod nosem, że przydałoby się więcej pieniędzy, to wcale nie zamierzam ich mieć, bo gdybym je miała, to przestałabym pasować do swojego świata. Czyli nie pasowałabym do żadnego, bo gdzie się niby szuka nowych światów, no i czy aby nie jest to za trudne? To nowy temat, tag istnieje dopiero tydzień i zobaczymy co z tego będzie i czy znajdę nowy świat już w grudniu, czy dopiero w 2k19. Nie no, na pewno nie w grudniu 2k18.

Skoro wyłoniłam te pięć tematów, to jednocześnie rezygnuję z 995 innych, takich jak książki, czas, pisanie, teraźniejszość, fotografia, suple, ubrania, instagram, zdrowie, sny, wahadełka, sens gotowania, rozwój SM i chyba nawet zrezygnuję z mojego ulubionego, czyli z patosu.

Jak to ma wyglądać w praktyce?

 

Jeszcze nie wiem, ale np. dziś myślałam chwilę o kręceniu filmów na YT i powiedziałam sobie: hola hola, wero, to nie temat na grudzień, przypominam, że musisz zmniejszać chaos, a dopiero potem kręcić filmy.

Tak to mniej więcej widzę. Że włączę YT dopiero w styczniu.

No i posty, które zamierzam pisać na blog w grudniu też będą się kręciły wokół tylko tych pięciu tematów, właściwie to tak naprawdę to blogowe tagi zainspirowały mnie stworzenia takiej wielce nowatorskiej w moim świecie koncepcji.

Write a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *