projekt #denko, tylko że o książkach


Hmm, właściwie to nie oglądam filmików na YT od pięciu lat, ale pamiętam że gdy to robiłam ostatnio, to wtedy modnie było urządzić sobie kosmetyczne wyzwanie pod hasłem projekt #denko, albo raczej zwyczajne denko, bo chyba nie było wtedy jeszcze hasztagów.

 

I polegało to na tym, że gdy jesteś zakupoholiczką i osobą dbającą o urodę, chociaż i tak mniej o urodę niż o zakupy, to kupowałaś jak opętana każdą nowość – nowa szminka? Biorę! Następna nowa szminka? Ojoj, dopiero przedwczoraj kupiłam poprzednią, no ale przecież tę też muszę mieć!

I w ten sposób miałaś w toaletce 178 szminek, 49 różów do policzków i 17 podkładów. W łazience stało 26 kremów do twarzy, 34 pod oczy, 19 balsamów do ciała i 128 butelek żelu pod prysznic o 128 różnych zapachach.

Aż tu nagle pewnego dnia przyszło otrzeźwienie, mówiłaś – halo halo, czas coś z tym zrobić, i postanawiałaś – nie kupię ani jednego żelu pod prysznic więcej, dopóki nie zużyję tych, które mam.

Oczywiście decyzja ta była prawdziwą rewolucją, a kroki do zrealizowania zamierzenia wielce trudne i bolesne, bo nie miałaś już po co chodzić do perfumerii ani na swoje ulubione forum wizaż.pl, które wtedy było na topie. I nie miałaś o czym gadać z dziewczynami, bo one mówiły, o, zobacz jaki mam nowy tusz do rzęs, a ty musiałaś biernie patrzeć, zamiast biec po niego do sklepu.

I w celu uśmierzenia bólu i złagodzenia głodu kosmetycznego, założyłaś sobie kanał na YT po to tylko, by chwalić się, jaka to jesteś rozsądna, że kupiłaś balsam do ciała i oto używasz go jak zwykła śmiertelniczka, zamiast iść następnego dnia po kolejny balsam.

Takie filmiki należało otagować jako projekt denko i można było codziennie pokazywać swoje postępy w walce z nadmiarem. O, zobaczcie kochane, dziś zużyłam 10 ml starego balsamu, czaicie to, kupiłam go trzy tygodnie temu i zamiast użyć go dwa razy i odstawić na tył szafki, nadal go używam, już dwunasty raz, chyba wychodzę w końcu z nałogu!

I tak to było na tym YT, na tym wizażu i w tym pokoju werowym w akademiku PP

Ogólnie może wam się to wydawać głupie, rozdmuchany konsumpcjonizm maskowany nową (w tamtych latach) modą na YT, ale cały system pod hasztagiem denko był niegłupi i może znaleźć zastosowanie również u osób wielce mądrych, które nie chcą tracić czasu na takie bzdury jak zajmowanie się kosmetykiem takim jak cień do powieki, bo wolą zajmować się czymś mądrzejszym, takim jak książka o ruchach społecznych i problemach jakie trapią współczesnego człowieka.

Dobra, tak naprawdę w ogóle nie uważam, że czytanie książki jest lepsze od nakładania cienia na powiekę, ale akurat czytam książkę “obsesja piękna” i w niektórych miejscach można znaleźć takie tezy podawane jako oczywistość, więc możliwe, że naprawdę ktoś tak uważa.

teraz o książkach, a nie o kosmetykach

Nie wiem, czy też tak macie, że znosicie do domu książki i nie nadążacie ich czytać? I czy widzicie tu podobieństwo do gromadzenia balsamów do ciała i nie zużywania ich? Ja widzę, dlatego stwierdziłam, że przypomnę sobie jak to było z balsamami i przełożę wyzwanie denko na książki, tylko chyba teraz powinno się nazywać projekt ostatnia strona? Tak, ostatnia strona jest dnem książki, a właściwie denkiem.

ale nie bądźmy tacy surowi

To nie tak, że od dziś postanawiam, że nie kupię ani jednej książki, dopóki nie przeczytam wszystkich tych, które już mam, bo to by było za trudne i zapewne przestałabym czytać w ogóle. Wymyśliłam coś innego.

Jestem osobą, która nie lubi czytać jednej książki, skończyć i dopiero zaczynać czytać następną. Zauważyłam, że optymalna baza dla mnie to cztery książki na raz, bo czasami rano mam ochotę na coś lajtowego, po południu na coś wciągającego, a wieczorem na coś ciężkiego, o czym będę mogła sobie jeszcze podumać podczas kąpieli, czy zasypiając. I już w ogóle nawet nie wspominam o różnicach między jednym dniem a drugim, bo to już w ogóle kosmos.

Ale powiedziałam sobie tak: wero, nie przesadzaj, nie możesz trzymać dwustu kilogramów książek obok łóżka i nie możesz czytać trzydziestu na raz, bo gdy po dwóch tygodniach w końcu do którejś wrócisz, to już zapominasz o czym w ogóle ona jest.

Więc zarządziłam, że mam wolne tylko cztery sloty, czyli nie dopuszczam do takiej sytuacji, że rozpoczynam piątą książke, bo zawsze mam rozpoczęte tylko cztery. I gdy jedną z nich skończę, slot się zwalnia i wskakuje kolejna i znowu mam cztery.

taka jestem dumna

Bo system czwórkowy się idealnie sprawdza, a oto jego dodatkowe założenia:

  • z czterech slotów tylko jeden jest zajęty przez książkę fabularną, bo akurat dwóch fabularnych w jednym czasie serio nie umiem czytać, bo mylą mi się bohaterowie i w ogóle wszystko
  • z czterech książek jedna pochodzi z projektu denko, czyli jest książką zalegającą u mnie ponad rok, a czasami nawet dwanaście lat xd
  • czytam codziennie co najmniej trzydzieści stron, to supermało, taką granicę sobie wyznaczyłam, chociaż gdy nie jestem na wyjazdach wychodzi tego o wiele więcej
  • optymalnie byłoby zaliczać całą czwórkę w ciągu miesiąca, chociaż już wiem, że niektóre będą w czwórce dłużej
  • o każdej książce napiszę post na blogu, chociaż parę zdań, co oznaczałoby cztery posty w miesiącu na ten temat

Jak widzicie mój projekt denko jest bardzo lajtowy, bo zakłada tylko jedną książkę z bazy staroci – dlaczego tak mało? Bo gdy buszuję sobie po #bookstagramie, to niemal każdą książkę chcę przeczytać i to natychmiast. Wydaje mi się, że czytanie nowości jara mnie bardziej niż czytanie staroci, nawet klasyków. Może to dlatego, że częściej na nie trafiam, albo wręcz jestem nimi bombardowana.

aktualny układ w czwórce:

  1. <denko> ania z zielonego wzgórza, wiadomix, że czytałam ją już sto razy, ale miałam wtedy kilka-kilkanaście lat i w zeszłym roku chciałam ją oddać do biblioteki, ale powiedziałam sobie, że zanim ją oddam, to jeszcze raz przeczytam. No i tak sobie leży iks czasu. Pomyślałam, że przeczytanie jej może być pomocne w kontekście przypominania sobie o tym, czym są marzenia.
  2. <staroć> potęga podświadomości, staroć w sensie że dawno napisana, ale kupiłam ją dopiero teraz, bo ciągle widzę, że ktoś ją czyta, a ja mam zaległości w tej sprawie.
  3. <nowość> obsesja piękna, uznałam, że muszę ją przeczytać tylko po to, żeby wiedzieć o czym mowa i czy mam obsesję.
  4. <nowość i pożyteczność> warsztaty stylu, książka napisana przez blogerkę, kupiłam ją bo nie mam stylu, jednocześnie dołączyłam do niej zeszyt, bo czytanie jej wymaga notowania na bieżąco pomysłów, to nie jest książka którą chcę biernie czytać przed snem, tylko raczej taka z którą chcę pracować.

Ok, widzę, że całkiem długi post, a miały być krótkie, no ale co poradzę, że same wstępy zajmują mi zazwyczaj 400 słów z sześciuset. Dobra, idę czytać, bo obsesję piękna już kończę i zaraz będzie o niej post.

Write a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *