ostatni dzień pracy i brak listopada

Kiedyś to było tak, że człowiek – ogrodnik miał pracę wiosną, czyli wuchtę ogrodów do założenia, gdyż klienci dzwonili już od lutego i się awanturowali: pani wero, mój ogród jest najważniejszy, proszę zacząć od mojego, inne niech pani zostawi na czerwiec, bo ja chcę mieć założony wiosną, bo wiosna to taki ogrodniczy czas pełen ogrodniczej atmosfery oraz świeżych kwiatów.

 

I człowiek – ogrodnik czekał w oknie na moment kiedy przestanie padać śnieg z kolejką szalonych, zdesperowanych klientów i codziennie rano wstawał z zaciekawieniem spoglądając na podwórko czy śnieg jeszcze leży i czy gałąź wierzby jest zmrożona zimą, czy ogrzana wiosenką.

I gdy w końcu nastawał wielki dzień, że rzeczywiście była ogrzana wiosenką zarówno ta gałąź, jak i całe podwórko, jak i całe miasto, to trzeba było z listy klientów wybrać w początkowych latach tych najbardziej niecierpliwych, którzy najwięcej wydzwaniali, żeby ich już zaliczyć, czyli skreślić z listy klientów i odesłać z gotowym ogródkiem, a później, gdy już człowiek – ogrodnik trochę dojrzał, selekcję się robiło inaczej, a niecierpliwym i wydzwaniającym już w lutym mówiło się – nara, idź do innego człowieka – ogrodnika, bo ja nie lubię całymi dniami odbierać zniecierpliwionych telefonów.

I robiło się te ogródki w marcu, cały kwiecień, cały maj, cały czerwiec i niedobitki w lipcu. Latem umierało się na upał, a we wrześniu znowu zabawa jak wiosną, tylko w innej skali, czyli mniejszej, a dokładnie jesień to jakieś 20 procent wiosny. I w październiku fajrant.

w 2k17 & 2k18 było inaczej ponieważ

 

Odechciało mi się zakładać ogrody i skupiłam się na klientach abonamentowych, do których jeździłam raz w tygodniu przez cały sezon, dzięki czemu okazało się, że jestem człowiekiem doskonale zorganizowanym i że mam coś, czego nie miałam wcześniej – płynność finansową.

Ale nagle straciłam listopad

 

Bo zawsze było tak: zima, tyrka, tyrka, lato, tyrka, listopad, megatyrka przy choinkach, zima.

A teraz: zima, tyrka, tyrka, tyrka, choinki, zima.

Bez wolnego lata, w które kulturalnie umierałam na leżaczku, bo teraz umierałam niekulturalnie w pracy. I bez wolnego listopada, który zawsze był takim miłym miesiącem zamułki i wielkiej regeneracji przed 24-dniowym hardkorem choinkowym, bo teraz normalnie cały listopad przepracowałam i dziś wydawało mi się, że zrobiłam ostatniego klienta, a okazało się, że jeszcze raz muszę jechać do niego w środę, co oznacza, że sezon ogrodniczy zazębił się z choinkowym i oto wpadam z jednego chaosu w drugi i co najgorsze, że te chaosy się pomieszały ze sobą i teraz mam jeden chaos zazębiony z drugim i właśnie jestem zgniatana między nimi.

Myślałam, że zabrzmi to żałośnie, ale zabrzmiało tylko dziwnie.

Więc dziś z okazji pierwszego dnia grudnia miałam pierwszy dzień pracy choinkowej, choć jeszcze nie skończyłam poprzedniej, ale o pierwszym dniu pracy chyba napiszę inny post.

No chyba że… nie pojadę jednak w środę do klientów ogrodowych? To wtedy zębatka będzie odwołana. Odwołać zębatkę?

Write a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *