“obsesja piękna” renee engeln – oceniaj wszystko, tylko nie mój wygląd, pliz


Przeczytałam tę książkę dwa tygodnie temu i od tamtej pory zbieram się, żeby coś o niej napisać, dlaczego tak długo? Bo wątków, którym chciałam się bliżej przyjrzeć jest tam wuchta, jednak nie jest to wcale skutkiem tego, że książka jest tak bardzo złożona, bogata, tryskająca bystrymi puentami, czy błyskotliwymi wnioskami, powodem jest raczej jej nawet nie płytkość, lecz zupełna płaskość. Tylko oś iks i igrek, zero zetów.

 

Dlatego zamiast pisać wielkie elaboraty, zamiast tworzyć listę dwustu największych wtf-ów, odniosę się tylko do jednego z ważniejszych wątków książki – do oceniania, do bycia ocenianym, do prawa innych ludzi do oceniania mojej urody, blasku moich włosów i tłustości brzucha.

wolisz żeby oceniono twoje fałdy na brzuchu, czy te na mózgu?

Odpowiedź autorki jest jednoznaczna – oceń moją inteligencję, ale nie wygląd. Przyjrzyj się mojemu mózgowi, ale nie tłuszczowi. Oceń mój charakter, oceń moje marzenia, oceń moją ciekawość świata, ale nie oceniaj mojego nosa, pliska. Why?

no właśnie nie wiem, tej

Dlaczego renee dzieli oceny różnych naszych walorów na dobre i złe, zamiast zauważyć, że każda ocena, poza tą, o którą bezpośrednio prosimy jest szkodliwa, a co najmniej niepotrzebna. Dlaczego nie możesz komuś powiedzieć “jesteś piękny”, ale “jesteś mądry” jest już git?

komplementy nie cieszą człowieka

Bo na każdym kroku przypominają: halo, jesteś oceniany, halo, patrzę na ciebie, wysnuwam wnioski, konstruuję twój wizerunek w mojej głowie, a na koniec mówię ci o swoim spostrzeżeniu, weź moją ocenę pod uwagę, ustosunkuj się do niej, uciesz się i postępuj dalej tak jak postępowałeś, lub zmień w końcu swoje beznadziejne nawyki i zachowania, których nie akceptuję.

i ta świadomość bycia ocenianym może hamować rozwój człowieka

Bo może zamiast iść na lodowisko i zrobić piruet, pomyśli sobie – ojej, koleś w czerwonej czapce patrzy jak jeżdżę, pewnie myśli, że łamaga ze mnie, ma rację, nie dam rady zrobić piruetu. Albo w drugą stronę: o, koleś w niebieskiej czapce na mnie patrzy, chyba podoba mu się jak tak sobie fajnie jeżdżę, chyba zrobię piruet, ale nieee, bo co zrobię, jeśli mi się nie uda? Przecież on to zobaczy i przestanie myśleć o mnie, że wspaniały ze mnie łyżwiarz.

człowiek oceniany jest człowiekiem kontrolowanym

I jakoś musi lawirować między tymi wszystkimi ocenami, babcia uważa cię za najmądrzejszą w rodzinie? Chce zapłacić za twoje studia medyczne? Super, babcia we mnie wierzy, babcia da mi hajs, ale babcia będzie również zaglądała do twojego indeksu co semestr, żeby podtrzymać swoją ocenę o twojej inteligencji, albo żeby ją diametralnie zmienić. I co ciekawe – podtrzymanie jej oceny na twój temat nie będzie już zależało od jej bezpośrednich obserwacji twojego intelektu, tylko oprze się na ocenach innych i to tych dosłownych – w indeksie.

a właściwie to do czego zmierzamy?

Że gdy chcesz się ubrać w cekinową suknię, bo kochasz blink blink, to możesz z tego zrezygnować z powodu świadomości, że gdy wyjdziesz ubrana w ten sposób z domu – będziesz oceniana. Ludzie pomyślą: o, ta to lubi błyszczeć, a ta co się tak wystroiła, nie mogła ubrać czegoś normalnego, przecież siedzi w zwykłej kawiarni, a nie na balu sylwestrowym.

i ten schemat autorka książki była łaskawa zauważyć

Ale dlaczego proponuje w zamian przejmowanie się ocenami intelektu i innych pozawyglądowych wartości? Czy nie potrafi przełożyć wiedzy, którą zdobywała tyle lat na inne dziedziny życia, nie na strojenie się, odchudzanie i malowanie, tylko na uczenie się, rozwiązywanie krzyżówek, pisanie wierszy. Dlaczego inny człowiek nie może oceniać malunku wykonanego na powiece cieniami do powiek, kredką, blenderem oraz ajlajnerem, a malunek wykonany pędzlem i farbą olejną na płótnie już może? Czy to dlatego, że malowidło na powiece zrodziło się ze szkodliwej obsesji piękna, a malowidło na sztaludze z czegoś, czego nie badała kilkanaście lat więc nie potrafi tego nazwać?

Gdy ludzie przestaną oceniać nawzajem swój wygląd, będą mogli ubierać się swobodniej, swobodniej tyć, swobodniej chudnąć, swobodniej się czuć bez makijażu, lub właśnie z odlotowym makijażem. Ale pomyślcie tylko, co by było gdyby przestali nawzajem oceniać swój intelekt, wtedy to dopiero można by zyskać wielowymiarową swobodę, wykraczającą poza ramy matury, mgr, dr i prof, umysł ludzki mógłby odzyskać kreatywność, uruchomić intuicję i pofrunąć swobodnie.

I całej książki w ogóle nie uznałabym może za szkodliwą, gdyby autorka wcale nie wspominała o ocenie osobowości, inteligencji itd., tylko zbyła ten temat milczeniem, ale proponowanie oceny osiągnięć intelektualnych w zamian za ocenę osiągnięć wizualnych, to się po prostu wymyka prawom logiki. Przecież nasza inteligencja też nie jest zależna w stu procentach od nas, też otrzymujemy jakiś zasób w darze, tak jak i urodę i owszem, możemy o nią dbać i rozwijać, ale czy rzeczywiście w większym zakresie niż rozwijanie urody? I dlaczego rozwijanie mózgu jest bardziej chwalebne niż rozwijanie sześciopaka na brzuchu, przecież każdy może rozwijać to, na co ma ochotę i nie mam pojęcia dlaczego autorka, której się nie podoba ocenianie tuszy kobiet, jednocześnie akceptuje ocenę każdego innego, pozawyglądowego wyboru.

Dobra, to kto napisze następczynię “obsesji piękna”, czyli “obsesję oceniania”?

Write a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *