nie wiem jak można czytać książkę na molo

I wcale nie chodzi tutaj o kwestie techniczne, bo poza tym, że wiatr podwiewa kartki, to chyba można jakoś to ogarnąć. Ławka, książka i trochę zapału do przytrzymywania kartek, brak opadów i wszystkie warunki techniczne spełnione.

Ale

To i tak strata czasu, a raczej strata czasoprzestrzeni.

 

Bo jedziesz nad to morze, jeśli jesteś wielkopolanką, to trzy godziny, jeśli lublinianką to jeszcze więcej, nawet nie wiem ile, ale powiedzmy że pięć. Dojeżdżasz w końcu do tego sopotu, szukasz miejsca parkingowego 42 minuty, obijasz się o tych wszystkich emerytów, opędzasz od ulotkarzy, płacisz za wejście na molo, mówisz: olaboga, jak tu pięknie, zrobię zdjęcia na insta, zrobię zdjęcie dla dziadka, bo nie ma insta i dla ciotki aliny, omg ile łabędzi, ojej, ale fale pięknie podskakują ponad powierzchnią, dobrze, że jechałam pięć godzin, warto było. Dobrze, że zapłaciłam jedenaście złotych za wejście, warto było.

I jarasz się tym jaka wspaniała z ciebie podróżniczka i tym w jakim wspaniałym miejscu jesteś, o jaki wspaniały świat i nagle ci przychodzi pomysł do głowy – a może by tak z tego świata uciec i wskoczyć w ten książkowy?

I teraz to co jest najdziwniejsze, nielogiczne, niezrozumiałe. Dlaczego ludzie uciekają z prawdziwego, pięknego, wymarzonego podczas wielu trudów podróży świata (czyli molo z falującą falą), do tego wymyślonego? Skoro już tyle się nastarali żeby tam dotrzeć, to dlaczego nie chcą tam być?

Bardziej lajtowa wersja – człowiek w kawiarni.

 

Siedzi sobie ten człowiek zrelaksowany, hipsterzy kręcą się wokół stolików i wiercą w fotelach, jeden znajomy, drugi znajomy, miłe pogaduszki i serniczek i nagle hop – już jest w książce zamiast w tym miłym, sympatycznym miejscu. Rezygnuje ze wszystkich przywilejów swojej czasoprzestrzeni, w której się akurat znajduje na rzecz czegoś, czego w ogóle nie ma.

Dlatego książki mogę czytać tylko w dobrze znanym, nudnym miejscu – żeby nie marnować potencjałów ciekawszych miejsc. I skoro już się do nich dotarło, to być w nich, czyli być w swoim realnym świecie, a nie lądować w świecie wymyślonym przez kogoś innego.

 

PS. historyjka o blegerce z lublina jest prawdziwa, prosto z dziś
PS2. teraz tak sobie myślę, że wyjątkiem jest poezja
PS3. i oczywiście poradniki np. jak zbudować szałas – wtedy można być w lesie xd

 

Write a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *