kiedyś myślałam, że najbardziej nieszczęśliwe zwierzę to antylopa w afryce i kot na grzejniku

Miałam wtedy 3-4 lata albo może 3 i ¾ i oglądałam taki program o zwierzakach, nie wiem jak się nazywał kanał, bo było to za czasów telewizji rodem z talerza na balkonie, który ściągał tylko niemieckie vivy itp.

 

I w tym telewizorze, na tej afrykańskiej ziemi, takiej jakby afrykańskiej łące stała sobie antylopa. Wokół niej były setki innych antylop, a ona sobie spokojnie stała, można nawet powiedzieć, że stoicko stała (tak, to idealnie oddaje istotę jej stania) i powoli poruszała szczękami, czyli coś żuła. Zaraz powoli opuszczała małą głowę na długiej szyi, choć nie tak długiej jak żyrafa, skubała jeden listeczek i znowu przeżuwała.

I trwała w tym żuciu parę minut, tak jak wszystkie antylopy wokół niej i nagle bach. Lew.

Antylopa zrywa się z miejsca, porzuca żucie i leci 100km/h i teraz jest tylko ona i lew i niepewność czy umrze, czy wróci do żucia.


Analogiczna historia o kocie

W pokoju, zresztą w tym samym, w którym był telewizor z antylopą, wisi kaloryfer, a na nim leży poduszka. Pokój ten sam, choć tv chyba już inny, bo to jakieś dwadzieścia lat później. I nawet w tym telewizorze mówią po polsku zamiast DE, taki postęp technologiczny.

I na tej poduszce, na tym grzejniku, w tym pokoju leży gruby kot i cieszy się, że tam leży, bo na dworze minus cztery stopnie. Obok kaloryfera są drzwi na balkon, czyli kot leży dosłownie niecały metr od mrozu.

I przychodzi ojciec, nie kota, lecz mój i mówi – kto tu wpuścił tego kota? I wygania go na ten mróz.

Ojciec wychodzi, a kot znowu wchodzi i znowu kładzie się na grzejniku jak gdyby nigdy nic. I znowu mruczy niczym najszczęśliwszy kot na świecie.


Więc dlaczego miałby być nieszczęśliwy owy mruczący kot & antylopa na afrykańskiej trawce?

Bo myślałam, że one tylko udają spokój, a w rzeczywistości są w ciągłym napięciu – antylopa niby żuje trawkę, ale w rzeczywistości tylko udaje spokój, bo wypatruje lwa, który czyha na jej życie zza krzaka. Jak biegacz lub samochód w bloku startowym, który czeka na wystrzał. No normalnie padłabym już od samego stresu związanego z oczekiwaniem, nim zdążyłabym paść od zębów lwa – tak wtedy myślałam.

I to samo z kotem – niby leży spokojnie i mruczy, ale skąd ma wiedzieć kiedy przyjdzie ojciec i go wyrzuci za drzwi? Jak może się delektować ciepełkiem z grzejniczka, skoro to więcej niż pewne, że za parę minut zostanie wygoniony na śnieg i zawieruchę? Czy on też tylko udaje tak samo jak antylopa?

Serio współczułam tym zwierzakom, że tak naprawdę nigdy nie mogą być szczęśliwe, bo zawsze nad nimi wisi niebezpieczeństwo i myślałam, że relaks i brak spiny / stresu w ich przypadku jest totalnie niemożliwy.


I teraz ja mam dokładnie tak samo

Bo siedzę sobie przy kompie i robię to co lubię robić najbardziej, nie żuć i leżeć na grzejniku, tylko pisać post na 2R, ale w każdej chwili może przyjść klient po choinkę, w każdej chwili może zadzwonić dzwonek do drzwi i zamiast tu siedzieć, będę musiała wyjść na deszcz i przerzucać mokre choinki, może tylko pięć minut, a może nie wrócę tu aż do wieczora.


I czas na wielce filozoficzną oczywistość

Antylopa nie żyje w stresie w afryce, ponieważ wcale nie postępuje tak jak człowiek, że niby żuje trawę, a w głowie ma wizje wielkich zębów lwa, które ją zagryzają. Po prostu jest skupiona na żuciu, nie na niebezpieczeństwie. Cieszy się tym żuciem, bo to jej ulubione zajęcie. Zauważa niebezpieczeństwo dopiero wtedy, gdy to rzeczywiście jest realne, zamiast martwić się nim już dwie doby wcześniej. Tak samo kot, który leży w ciepełku nie myśli o mrozie, który czeka go za ścianą, tylko mruczy ciesząc się z chwil na ciepłej poduszcze, bo po prostu w tym momencie inne chwile dla niego nie istnieją. Ani ta z ojcem pytającym co tu robi kot, ani ta ze schodzeniem po drzewie z zaśnieżonego balkonu na zaśnieżone podwórko.

Więc tak samo ja teraz mogę być swoim ulubionym pisaniem postu zamiast niecierpliwym czekaniem na marudnego klienta, który będzie chciał obejrzeć każdą z sześciuset choinek, które stoją pod domem. I mogę bardziej myśleć o tym, co teraz robię, niż o tym, co mnie czeka po dzwonku do drzwi. Czyli być bardziej w teraz niż w przyszłości – tak, właśnie tego można się nauczyć od antylopy i grubego rudego kota, które wcale nie są tak nieszczęśliwe jak wcześniej sądziłam, no ale wtedy jeszcze nawet nie umiałam sobie wyobrazić życia bez napięcia i wuchty stresów.

Write a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *