#2 może przyszłość jednak istnieje, czyli plan na drugi tydzień

No i wynika z tego, że tydzień to rzecz względna, bo niby każde zadanie trwa tydzień, ale jednak zaczynałam w piątek, skończyłam jeszcze przed czwartkiem, a teraz jest niedziela i dopiero teraz rozpoczynam kolejny tydzień, można powiedzieć, że po chrześcijańsku, bo to oni rozpoczynają tydzień właśnie w niedzielę, zamiast jak inni ludzie w poniedziałek, albo jak ja w piątek.

 

 

Dobra, już się zmęczyliście?

To wróćmy do normalności i zacznijmy tydzień w poniedziałek. Ale zanim to nastąpi, zawiadomię was tylko, że rzeczywiście zrobiłam to co zapowiadałam w poprzednim poście z tej serii, czyli posprzątałam szopkę, za którą próbowałam się wziąć od paru miesięcy. Dodatkowo posprzątałam również szopkę nr 2, czyli roboczy samochód.

Poukładałam narzędzia, posegregowałam nawozy na letnie i zimowe, poskładałam zimowe agrowłókniny w zgrabne kosteczki, przejrzałam wszystkie nasiona i cebule i – co najważniejsze – wyniosłam cztery wielkie wory śmieci, czyli rzeczy których już nie potrzebuję. Do tego wyniosłam z dwieście doniczek produkcyjnych (przeznaczone do ponownego wykorzystania) oraz wywiozłam trzy taczki na kompost (zepsute cebule, gałęzie lawendy i mnóstwo zielska poukrywanego w różnych doniczkach) i aż trudno uwierzyć, że to wszystko się tam zmieściło.

Zadanie na tydzień nr 2

 

O wiele trudniejsze. Chcę przestawić szafę spod jednej ściany pod drugą. A żeby ją przestawić, będę musiała przestawić również biurko, komodę i jeszcze jeden mebel, który nie wiem jak się nazywa, to coś jakby wąska, wysoka szafka, kiedyś w dawnych czasach mówiło się chyba na takie coś “kominek”, chociaż teraz ta nazwa wydaje mi się dziwna.

Żeby w ogóle tego dokonać, będę musiała opróżnić te wszystkie meble, bo inaczej nie dam rady ich przesunąć, a jak już je opróżnię, to pewnie od razu powyrzucam trochę rzeczy, co jest zawsze na propsie, bo od trzech lat zamiast obrastać w kolejne duperele, konsekwentnie dążę do posiadania rozsądnej liczby przedmiotów. I teraz sobie pomyślałam – a rozsądna liczba to ile niby?? Hmm, może warto to policzyć? Może to zrobię w tym tygodniu? Ciekawe ile ich mam, ciekawe czy więcej niż tysiąc. A może tysiąc to jest zupełnie przeciętna liczba? A może to mało? W końcu samych tylko kredek mam ponad 150. Chyba że kredki to jedna rzecz, czyli “zestaw kredek”. #trudnesprawy. Przecież w książkach też nie będę liczyła każdej strony osobno. Nie no, ile to rodzi problemów i konfliktów, wcale nie będę liczyła, skąd w ogóle taki kosmiczny pomysł, już o nim zapominam.

Termin wykonania zadania: 28.10.18

Czego mnie nauczyło zadanie z poprzedniego tygodnia?

 

Nie wiem, chyba nie wyciągnęłam żadnej lekcji z tego. Chyba ta metoda jeszcze nie działa, jeszcze nie czuję przyszłości. Chociaż posprzątana szopka tylko w niewielkim stopniu jest w stanie ją zmienić, szafa i biurko w nowym miejscu chyba już bardziej, więc może szydło wyjdzie z worka w następnym tygodniu.

Write a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *